Świat wokół nas jest inspiracją... nie potrafię się jej oprzeć. Wszystkie moje prace można obejrzeć na http: atana.manifo.com
RSS
środa, 27 lutego 2013

Nie lubię, wręcz nienawidzę zakupów. Wiem, to zdumiewające zwłaszcza u kobiet, ale najbliższe otoczenie pogodziło się z myślą że jestem inna (dziwna?)

W zakupach drażni mnie wszystko. Brak wyboru, a jednocześnie nadmiar oklepanych  produktów. Lubię rzeczy oryginalne, zaczynając od ubrań a kończąc na wystroju mieszkań. Oryginalne nie znaczy dziwaczne, ale piękne, niebanalne, stworzone specjalnie dla kogoś lub czegoś, pasujące do sytuacji w której się znajdują.  W ubraniach doprowadza mnie do szewskiej pasji  gdy po chodnikach mijam niezliczone ilości kobiet ubrane podobnie jak ja. Nie raz z powyższej przyczyny, fajnie rzeczy trafiały na dno szafy do czasu aż innym się znudzą (zniszczą) lub pod maszynę w celu nadania im niepowtarzalnego wyglądu.

Nie lubię kosmicznej rozpiętości cen… ok., jeśli produkt jest jedynie podobny, ale w rzeczywistości „z innej półki”, innej trwałości, wówczas uzasadnione jest że rzeczy trwalsze (smaczniejsze) są droższe. Ale gdy okazuje się że za coś przepłaciłam dostaję pasji podobnej jak w przypadku powyżej.

Nienawidzę marketoskich pułapek. Osobiście nie padam ich ofiarą, ale dzieciaki i wiele osób łapie się na gumy, kinderbzdety albo kolejną ekotorbę chociaż często zapominają że kilka takich już mają i w momencie gdy trafiają one na śmietnik, ich Eko funkcja traci sens.

Nie ma to jak własna ekotorba, a dokładniej ekokoszyk, który ponad pół roku czekał na porządną sesję fotograficzną i wpis. Mocny, ładny, a na pewno ładniejszy od plastików, miękki z jedynym sztywnym elementem jakim jest dno, i co za tym idzie składany.  A nawet z regulowaną wysokością dzięki banalnemu „systemowi” guziczków i pętelek.

ekokoszyk

Przyznam że nie wiem co bardziej mnie w nim cieszy, pojemność i wytrzymałość, czy fakt iż jest to jedyny taki na całym świecie :)

ekokoszyk



Tagi: torba
13:33, atana.n
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 lutego 2013

o moich pracach i ich nowym kątku na stylowi.pl. Co prawda jestem zabiegana, robię kilkanaście rzeczy na dobę, i każda jest równie ważna. Co prawda rękodzieło zeszło na drugi tor i coraz częściej to co robię, robię dla siebie lub na czyjąś prośbę. ALE, pomimo tego wszystkiego czasem chcę… nie… muszę zrobić coś co zupełnie nie jest mi potrzebne, i nie będę nosić choćby ze względu na to że mam już tego więcej niż okazji do noszenia (tak właśnie powstała kolejna bransoletka, ale o niej w przyszłości)

Są przedmioty, chwile, uczucia które stają się inspiracją do moich prac. Bywa iż zobaczę „coś” obok czego wielu ludzi przeszło by obojętnie, właściwie czego nie zauważają i nagle to „coś” zaczyna mnie nękać. Pojawia się pomysł jak to „coś” wykorzystać a im dłużej z tym zwlekam tym pomysłów więcej i coraz bardziej pochłaniają mój czas. Fakt iż zabieganie nie sprzyja tworzeniu, a pomysły czasem stają się krótką notatką wciśniętą gdzieś pod magnes na lodówce, ale przychodzi pora aby posprzątać karteczki i najczęściej wtedy, mając zdawało by się chwilę wytchnienia muszę „to” zrobić.  Czas kurczy się wtedy niczym ugotowany wełniany sweterek, a w moim magicznym pudełku przybywa kolejna praca. Niestety jest to silniejsze ode mnie bo gdybym wówczas tego nie zrobiła, po pewnym czasie nazbierało by się karteczek z zajęciem na miesiąc (i to bez snu) a na to stanowczo pozwolić sobie nie mogę. No można by jeszcze wyrzuć te karteczki, ale wątpię aby to pomogło bo „coś” co było inspiracją, któregoś dnia  znów napatoczyło by się na oczy i znów zaowocowało pomysłami i to pewnie ze zdwojoną siłą. Wydaje mi się, a właściwie jestem pewna że jestem niereformowalną artystką i co bym nie zrobiła zawsze znajdę sobie inspirację. Bardziej lub mniej praktycznie ale jednak lubię tworzyć. Dlatego zważywszy na powyższe cieszę się że mam kolejny kącik dla moich prac, z którego jest możliwość przygarnięcia ich przez kogoś komu być może się przydadzą :)

stylowi

sobota, 16 lutego 2013

do koronek trwa. Ostatnim jej owocem jest kosmetyczna, nieco wymuszona moim trybem życia, nieco lenistwem i gapiostwem przez które muszę posiadać kilka takich samych niezbędnych rzeczy…. Prościej rzecz biorąc… a czy właściwie ktoś obiecywał że na moim blogu będzie prosto? Ba, chyba nawet im zawilej tym lepiej, bo ci z nielicznych co mnie zrozumieją poszczycić się mogą iż nie tylko potrafią zrozumieć kobietę (a to już samo w sobie jest sztuką) ale i że rozumieją artystę, co graniczy z cudem :D Pomijając fakt że kosmetyczka wcale nie jest artystyczna, a jej zawartość banalnie kobieca, nie zmienia faktu iż uszyłam ją do kompletu z intymnikami pokazywanymi kiedyś.

kosmetyczka z koronką

środa, 06 lutego 2013

kolejny miesiąc, kolejny semestr. Na razie nie jest źle, mrozy odpuszczają, śnieg się topi a w szkole… jak to w szkole.

Wracając do tematyki bloga. Jakiś czas temu pokazałam tutka na breloczek. Oczywiście tutek nie był eksperymentalny ale algorytmem tego co robiłam wcześniej, tworząc prototyp breloczka. Co prawda materiał jest nieco inny co wymusiło inny sposób szycia, ale zamysł i wykonanie to samo. Ba, nawet pilnik z tego samego (pierwotnie) strasznie dużego pilnika. Więc można by rzec że to braciszkowie, i nie godzi się aby jednego faworyzować. Aby to naprawić, pokazuję i prototyp:

breloczek



Tagi: breloczek
23:15, atana.n
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 stycznia 2013

ma się ku końcowi a ja… tryumfuję po egzaminach. Udało się poprawić poprzednią średnią (teraz jest to 4,2) ale najbardziej cieszy b.d. z jednego z zawodowych przedmiotów. No w końcu to moja pasja, choć akurat przedmiot nielekki i w moim (upragnionym) kierunku zanadto nie potrzebny, ale patrząc z drugiej strony wiem na przyszłość jaki sprzęt kupić i żaden mądraliński z Mediasklepu nie wciśnie mi bubla za kosmiczną cenę. Ba, już teraz moja wiedza przydała się przy kupnie dekodera, oooooooo a to długa historia, która zakończyła się moim tryumfem i sporą oszczędnością. Ważne że wszyscy zadowoleni, no może poza sprzedawcą który nie umiał obronić droższego dekodera… podobno wszystko wina anteny :p

Ale wracając do tematu bloga. Z poświątecznych porządków zostały mi dwie focie moich dzwonków. Focie które niniejszym pokazuję i informuję że gwiazdkowego nastroju u mnie w najbliższym czasie nie przewiduję. Kolejny semestr rychło się zbliża, a i bez niego na brak zajęć nie narzekam więc to co spakowane na strychu, do przyszłej gwiazdki poczekać musi i o ile nie zapomnę to w przyszłości pokażę.

dekorowany dzwonek

 

dekorowany dzwonek



niedziela, 30 grudnia 2012

Święta, święta i po świętach :) minęły tak szybko że nawet nie zdążyłam zajrzeć na bloxa, ale nie narzekam. Pogoda iście wiosenna odgania nawet mroczną perspektywę egzaminów. Pomiędzy tym wszystkim znalazłam jeszcze czas na dekoracje. Zdjęcia niestety poświąteczne, niestety na prędce i niestety tylko część prac uwieczniona na fociach.



dekorowany dzwonek

dekoracja

dekorowany dzwonek

środa, 19 grudnia 2012

topnieje, i choć są doniesienia z polski że robi się biało, w borach robi się buro, za to u mnie w domu zrobiło się zielono. O lesie choinek wspomniałam w poprzednim wpisie i na owym wspomnieniu się skończyło, do teraz… w szydełkowych choinkach zakochałam się rok temu. Wnikliwie „studiowałam”  wzory, czytywałam jak się to robi aż wreszcie nieśmiało pojawiła się choineczka mojego autorstwa. Maleństwo miało 4 cm i choć było urocze, robienie jej wydawało mi się tak czarną magią iż dalszych „nasadzeń” zaniechałam. Miną rok, a moje zakochanie wcale nie słabło, wręcz przeciwnie, nabrało o sile do tego stopnia że zaopatrzona we włóczkę i styropianowy stożek stanowczo zabrałam się do prac. I znów „czarna magia”, liczenie oczek i pilnowane kiedy dobrać a kiedy upuścić jest stanowczo nie na moją, wiecznie czymś zajętą głową. Ale tym razem nie odpuściłam. Po kilku eksperymentach doszłam do wniosku iż choinkę można zrobić z szydełkowej serpentyny.

Pierw zrobiłam  listewkę słupkami a następnie dorabiałam jej spiralkę. Ostatni krok to owinięcie serpentyną  styropianowej choinki i jej zszycie. Po tym zabiegu można śmiało zdjąć choinkę ze stożka i ją usztywnić. Osobiście wolę gdy materiał układa się swobodnie i na dobra sprawę praca mogła by stać na styropianie, jednak wolałam aby moje choinki miały pnie z prawdziwej sosny (nawiasem mówiąc z mojego ogrodu). Dla oryginalności stosowałam różne przerwy między wachlarzami a przy niektórych spiralkach dorabiałam pikotki. Tak to banalnie proste iż nim się spostrzegłam już na szafce stał mały zagajnik. Dodatkowym atutem jest oryginalność każdej choinki, nie trzeba twardo trzymać się liczenia oczek, i nie da się przewidzieć dokładnej wysokości drzewka, bo zależy to zarówno od długości listewki jak i siły naciągnięcia serpentyny na stożku. Owszem, jakby się ktoś uparł, przeliczył ilość słupków w listewce, dokładnie zrobił spiralkę i identycznie naciągną serpentynę na styropian to na pewno stworzył by las klonów. Ale przecież nie o to chodzi :) Przyznam że tak spodobały mi się choineczki iż nie sposób mi się z nimi rozstać.

choinka szydełkowa

choinka szydełkowa

choinka szydełkowa

choinka szydełkowa

 

Tą jedną zaadoptował mój małoletni:

choinka szydełkowa

 

A jedynie te dwie powędrowały do ArtStacji.:

choinka szydełkowa

choinka szydełkowa

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16

Moja galeria

ArtStacja
Stylowi
Moja sciezka do gry
Dodatki na bloga

wyroznienie
Szablon Irytka
Dodatki na bloga

Candy Mikołajkowe


wymianka walentynkowa

Ptasia wymianka
Wyszukiwarka pracy